Jak odnaleźć się w trudnych czasach

Opublikowane przez Polki w Berlinie e. V. w dniu

Jak odnaleźć się w trudnych czasach

Minione dwa lata dla większości z nas były wyjątkowo trudnym czasem i to z wielu różnych powodów. W ciągu kilku tygodni nasze życie uległo radykalnej wielopoziomowej przemianie. Nie tylko znacznie ograniczono nam swobodę w zakresie podróżowania i spędzania wolnego czasu, ale także w tak podstawowych sprawach jak odwiedzanie rodziny, robienie zakupów, dbania o swoje zdrowie, uprawiania sportu czy nawet jeżdżenia komunikacją miejską czy – w końcu nieskrępowanego oddychania bez konieczności noszenia maski na twarzy. Jeszcze dwa lata temu byłoby to nie do pomyślenia. Żeby jeszcze tego było mało, lęk o zdrowie, czy nawet życie własne czy bliskich, przeżywanie wewnętrznego sprzeciwu odnośnie wielu decyzji podejmowanych przez rządy, funkcjonowanie w nasilającej dezinformacji i utracie zaufania do autorytetów, poczucie łamania naszych podstawowych praw czy w końcu – niepewność związana z sytuacją zawodową i finansową – stały się nieodłącznym elementem naszego codziennego życia. Dopiero kiedy zbierzemy sobie te fragmenty w całość – a nie wymieniłam przecież ich wszystkich – rozpościera się przed nami krajobraz rzeczywistości, która zdecydowanie jest nie do pozazdroszczenia.

Naturalną reakcją jest poczucie zagubienia, stany lękowe czy nawet depresja. Tym bardziej, że trudność sytuacji nie polega jedynie na tym, co dzieje się na zewnątrz, ale także na tym, co wewnątrz. Wewnątrz społeczności, wewnątrz rodzin, związków, relacji i wewnątrz nas samych.

Sytuacja pandemii uruchomiła procesy, które do tej pory udawało nam się przysłowiowo „zamiatać pod dywan” czy „chować do szafy”. Konieczność pracy w domu, czasem obojga partnerów, czy szkoła online spowodowały, że problemy, które wynosiliśmy z domu nagle musiały w tym domu zostać. Zaś narzędzia takie jak wyjścia ze znajomymi, imprezy, wyszalenie się w klubie czy spontaniczne wyjazdy na weekend w ramach odskoczni przestały mieć zastosowanie. Piszę o tym wszystkim, po to, żeby zdali sobie Państwo sprawę z rozmiaru i rozpiętości próby, której wszyscy zostajemy obecnie poddawani, ponieważ to zrozumienie jest pierwszym krokiem do tego, żebyśmy mogli przejść do punktu – Jak możemy sobie dać z nią radę.

Żyjący w II wieku naszej ery rzymski cesarz i filozof Marek Aureliusz powiedział;

„Boże, użycz mi pogody ducha,
abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić.
Odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić.
I mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego”

 

AKCEPTACJA

Jak zauważył wspomniany autor prawie 2000 lat temu – są sprawy, na które mamy wpływ i są takie, na które wpływu nie mamy. Jednymi z nich należy się bezwzględnie zająć, a inne po prostu zaakceptować. Wydaje się to takie proste, a jednak zazwyczaj mamy z tym największy problem. Odnosimy wrażenie, że akceptacja, czyli zgoda na sytuację taką, jaka ona jest oznacza automatycznie, że nigdy z niej nie wyjdziemy. Powoduje to wewnętrzną szarpaninę i zakleszczenie w okolicznościach, na które z jednej strony nie mamy wpływu, a z drugiej strony – budzą one nasz głęboki sprzeciw. W takich momentach warto przypomnieć sobie słowa powyższej modlitwy, nazywanej również „Modlitwą o pogodę ducha” i uzmysłowić, że akceptacja jest jedynie wyrażeniem naszej wewnętrznej zgody na rzeczywistość, która I TAK ma miejsce. Akceptacja rzeczy takimi, jakie są nie oznacza naszego stosunku i oceny danej sytuacji, nie wyraża tego, że nam się ona podoba, a jedynie wewnętrzną zgodę – akceptację – właśnie, czegoś, co i tak się wydarza. To tak, jakbyśmy powiedzieli „ Drogi Świecie i tak się wydarzasz. Skoro tak jest, widzę Cię i akceptuję takim, jaki jesteś. Może jutro zapragnę Cię zmienić, ale dzisiaj daję wewnętrzną zgodę na to, że jesteś”. Taki stosunek do świata pomaga nam pogodzić się z życiem, a co za tym idzie z innymi ludźmi, w tym również z samym sobą.

W cyklu zmiany zaś, akceptacja przenosi nas z pierwszego etapu „buntu i zaprzeczenia” do etapu, kiedy bliżsi jesteśmy adaptacji do zmiany i dalej, najważniejszego elementu całego procesu – wewnętrznej głębokiej transformacji.

 

SKUPIENIE SIĘ NA WŁASNYM ROZWOJU

I o tę właśnie wewnętrzną transformację w całej tej globalnej zmianie według mnie chodzi. Mimo, że świat, jaki znamy „trzęsie się w posadach” i wielu z nas ma w związku z tym bardzo apokaliptyczne wizje i obawy, nie zapominajmy o tym, że życie jest doświadczeniem INDYWIDUALNYM. A więc wydarza się każdemu z nas indywidualnie, niezależnie od reszty i mimo wspólnych elementów, które w nim występują.

Bardzo pomocne może być postawienie sobie pytań takich jak;

 „Co ta sytuacja mówi o mnie?”

 „Czego JA mogę się tutaj o sobie dowiedzieć? O tym, jak funkcjonuję, jakie programy mną sterują. Czy na pewno są prawidłowe? Czy zbliżają mnie do celów, jakie sobie stawiam, czy je sabotują?”

 „W jaki sposób JA mogę się tutaj przetransformować, rozwinąć, poszerzyć swoje horyzonty myślenia o różnych sprawach?”

Problemy, z którymi spotykamy się w naszym prywatnym życiu, jak wspominałam wyżej, często były w nim już wcześniej, a obecna sytuacja jedynie wyciągnęła je na wierzch właśnie po to – żeby dać nam szansę na przepracowanie kwestii, od których uciekaliśmy niekiedy przez całe lata. Albert Einstein powiedział; „Nie możemy rozwiązywać problemów używając takiego samego schematu myślowego, jakim posługiwaliśmy się w trakcie ich pojawienia się”. Wskazuje to na konieczność wspięcia się na poziom wyżej lub przynajmniej przyjęcia, nie spenetrowanej dotychczas perspektywy. To oznacza z kolei rozwój świadomości, który według mnie jest podstawą rozwoju jako takiego, a już szczególnie związanego z efektywną adaptacją w obecnych czasach.

Dla każdego z Państwa to może być coś innego. Dla jednych będzie to zmiana myślenia o świecie i sobie samym jako jego integralnej części, wzięcie odpowiedzialności

za swoje decyzje, emocje, stanowiska i wybory. Dla innych będzie to otwarcie się na duchowość, odejście od typowo zdrowo-rozsądkowego rozumienia rzeczywistości i całego Wszechświata. A dla jeszcze innych np. odejście od oceny, wejście w pole Obserwatora, który ma większą gotowość dostrzegania programów i schematów, które nami sterują, zakleszczając go finalnie w pętli doświadczania porażek w relacjach z innymi, związkach, czy negatywnej samoocenie. Trochę mam takie wrażenie, że aby się symbolicznie wyratować, nasz wewnętrzny system musi wyrzucić z siebie w tej chwili wszystkie toksyny i zatruwające nas przekonania, czyli dokonać pewnego rodzaju energetycznego detoksu, po to by wspiąć się na poziom wyżej, gdzie będzie nam łatwiej. Niestety taki energetyczny detoks manifestuje się w zewnętrznym świecie jako zbitek przeróżnych trudnych sytuacji. To tak, jakby przed nadejściem nowego ładu musiał najpierw powstać ogromny chaos, kiedy to, co nieprawidłowe wali się i umiera, aby zrobić miejsce na nowe. To dotyczy tzw. „dużego obrazka”, który mamy w społeczeństwach, państwach czy na całych kontynentach, ale też małego – naszego własnego podwórka w postaci rodziny, związków czy własnego wnętrza. I proszę zwrócić uwagę, że jesteśmy w tym wszyscy i jesteśmy w tym równi. Ramię w ramię, cała ludzkość przechodzi ogromną próbę i transformację, w której weryfikuje się sama przez siebie.

Tego rodzaju podejście ma kilka zalet.

Po pierwsze wznosi nas ponad podziały. A trzeba zaznaczyć, że dawno nie czuliśmy się tak podzieleni. Pokazuje, że na głębszym poziomie nie ma żadnego podziału, bo idziemy w tym wszyscy równo. Nieważne do której z grup należymy, bo na koniec dnia chodzi nam dokładnie o to samo. Chcemy się czuć zdrowi, bezpieczni, chcemy ufać, że decyzje są podejmowane dla naszego dobra, pragniemy wierzyć, że czynimy dobrze dla siebie i innych. Zależy nam na szczęściu własnym i naszych bliskich, na wolności, prawie wpływu na swoje życie i możliwości nieograniczonego korzystania z dobrodziejstw tego świata.

Po drugie pokazuje, że każdy z nas ma do przeżycia swoją własną historię, własną transformację i lekcję do odrobienia i jesteśmy w tym również absolutnie równi, tak, jak jesteśmy równi przed życiem, śmiercią czy samym Stwórcą.

Po trzecie oddaje nam los i osobistą wolność w nasze własne ręce. Stawia ponownie w polu swojej mocy i odpowiedzialności za to kim jesteśmy i jak postanawiamy przeżyć te dane nam kilkadziesiąt lat z całej wieczności na poziomie bardzo podstawowym, czyli własnych myśli, przekonań, uczuć i emocji. Tego jak wygląda nasz wewnętrzny krajobraz, jak zaczynamy dzień i jak go kończymy. Jakie uczucia nam towarzyszą i jakie myśli. Ale o tym więcej w następnym punkcie.

 

TRZYMANIE tzw. „WYSOKICH WIBRACJI”

Termin „wysokie wibracje” jest ostatnio mocno nadużywany, a niewielu tak naprawdę wie co oznacza. Trudno powiedzieć kto pierwszy raz użył takiego sformułowania, dość, że znaczący wpływ na jego popularyzację miał David Hawkins, który w swojej książce „Siła czy moc” stworzył listę  „Poziomów świadomości” nazywaną także „Mapą poziomów świadomości” obejmującą wszystkie sfery ludzkiej i nie tylko ludzkiej aktywności. Poziom świadomości ustala się na podstawie kalibracji, czyli prostego testu mięśniowego jako niezawodnego i powtarzalnego narzędzia odróżniającego prawdę od fałszu, ale w tym również właśnie – wibracji wszystkiego, co jest – pojęć, emocji, uczuć, myśli, wszelkich form sztuki stworzonej przez człowieka, religii, oraz ludzi samych w sobie. Skalibrować wg. D. Hawkinsa można wszystko.

Stworzył on podstawową listę, na której znajdują się różne stany emocjonalne i ich wartość wibracyjna jako przewodnik dla tych, którzy go potrzebują. Wszyscy pozostali, sądzę, że czują, że np. złość, nienawiść, pogarda czy lęk wibrują zdecydowanie niżej niż wdzięczność, miłość, akceptacja i przebaczenie. Nawet jeśli nie do końca rozumiemy termin „wibrować” to intuicyjnie odczuwamy w ciele odprężenie i relaks, kiedy wzbudzamy w sobie pewne emocje, a spięcie i wewnętrzne skurczenie, gdy odczuwamy inne.

Dodatkowo, wdzięczność, przebaczenie, akceptacja i miłość jako stany emocjonalne mają na tyle wysokie wibracje, że wykorzystywane są w oczyszczaniu energetycznym, w tym również w oczyszczaniu karmy (np. w metodzie Ho’oponopono, ale nie tylko).

Co w obecnej sytuacji oznacza to dla nas w praktyce? Jeśli chcemy podążać w dobrym kierunku, wspierać samych siebie w rozwoju, czasem w przetrwaniu kolejnego dnia, jeśli jest nam ciężko – powinniśmy jak najczęściej trzymać WYSOKIE WIBRACJE, czyli wzbudzać w sobie stany emocjonalne jak najbliższe akceptacji, miłości, wdzięczności i przebaczeniu. Bez względu na to co mówi nam wiecznie rozgadany i komentujący wszystko Umysł. W momencie, kiedy wchodzimy w częstotliwości lęku, złości, nienawiści, energii separacji czy podziału, krytyki, pogardy – wibracje nam spadają. Zaczynamy rezonować z polami takich emocji wygenerowanymi przez innych ludzi i pojawia się uczucie przytłoczenia, tak, jak by pochłonęła nas jakaś ciemna chmura.

Możemy zaplanować sobie własną codzienną praktykę medytacyjną, kiedy będziemy wyobrażać sobie światło i czuć wymienione wyżej pozytywne emocje, pisać dzienniczek wdzięczności czy zrobić cokolwiek innego, co regularnie pomoże nam zachować wewnętrzny spokój i dobrostan. Pamiętajmy, że bez względu na to, co dzieje się na zewnątrz – to MY jesteśmy odpowiedzialni za krajobraz naszego wewnętrznego świata

 

BYCIE W TU I TERAZ

W Życie w naturalny sposób wpisana jest cykliczność. Mamy pory roku, miesiące księżycowe, pełnie, nowie, równonoce, przesilenia, cykle dobowe, roczne, nasze własne cykle numerologiczne czy astrologiczne. Jest czas na siewy i jest czas na żniwa. Jest czas, kiedy rodzi się życie i jest czas, kiedy umiera i wszystko, co istnieje, każdy rodzaj energii ulega tej naturalnej transformacji przechodzenia z jednej formy w drugą. I to, czego doświadczamy obecnie również wpisuje się w taki cykl. Żeby mogło nadejść nowe, musi umrzeć stare. Nasze stare programy, stare uwarunkowania, przyzwyczajenia, oczekiwania, uwikłania czy przywiązania. Zaakceptowanie momentu, w którym się znajdujemy, skoncentrowanie na własnym rozwoju, przebaczenie sobie i innym, wdzięczność za całe dobro jakie nas spotyka, czy spotkało i wspieranie wewnętrznej miłości do siebie i świata powinno pomóc przebrnąć przez tę Wielką Zmianę.

Trzymam mocno kciuki za każdego z nas 😊

 

Autorka: Izabela Jung

psycholog i seksuolog kliniczny, od kilkunastu lat pracuje terapeutycznie. Do człowieka podchodzi bardzo holistycznie, z należytą uwagą traktując również jego potrzeby związane z rozwojem duchowym. Posiada duże doświadczenie w pracy z podświadomością jako hipnoterapeuta, ale także pomagając w integracji odmiennych stanów świadomości.

Prowadzi kanał na YouTube, na którym dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem z 3 obszarów – psychologia, seksuologia i duchowość.

www.IzabelaJung.com

Facebook: Psycholog na emigracji

Instagram: Zycie_na_kozetce

 

 

Zabrania się kopiowania i rozpowszechniania zamieszczonych na stronie treści.

Das Projekt „Schulungsreihe für Gesundheit, Bildung und Beruf” wird gefördert aus Mitteln des bezirklichen Integrationsfonds des Bezirks Pankow. Der Integrationsfonds ist eine Maßnahme des Gesamtkonzepts zur Integration und Partizipation Geflüchteter des Senats von Berlin.

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close