logo
Image

Słyszę Cię – czyli o “porozumieniu bez przemocy” dla rodziców

W codziennym pośpiechu łatwo przestać się naprawdę słyszeć. Dziecko czegoś chce, my jesteśmy zmęczeni i do tego nasza lista zadań na dany dzień nie ma końca. Czasem w pośpiechu padają słowa, które mogą ranić, choć nie taka była ich intencja. W konsekwencji ktoś się zamyka, ktoś wybucha, a ktoś inny płacze.

 

A przecież wszyscy, i dorośli, i dzieci, potrzebują dokładnie tego samego: zostać zauważeni, zrozumiani, wzięci pod uwagę i usłyszeni.

 

Dlatego właśnie tak bardzo potrzebujemy narzędzi, które pomogą nam być w kontakcie. “Porozumienie bez przemocy” (NVC, ang. Nonviolent Communication), stworzone przez Marshalla Rosenberga, to jedno z nich.

 

Czym jest “porozumienie bez przemocy”?

To sposób komunikacji, który pomaga usłyszeć siebie i drugą osobę, nawet w trudnej sytuacji, gdy w grę wchodzą emocje. Metoda ta opiera się na empatii, świadomości emocji i potrzeb oraz na języku, który nie ocenia, nie atakuje, nie zawstydza. W zamian uczy mówić o tym, co dla nas ważne, w sposób, który nie rani innych.

W centrum porozumienia bez przemocy nie stoi dyscyplina, tylko relacja i kontakt, zarówno ze sobą jak i dzieckiem.

 

 

Cztery kroki porozumienia bez przemocy:

  1. Obserwacja bez oceny: Co się wydarzyło? (np. „Zobaczyłam, że rzuciłeś książką o podłogę”)
  2. Uczucia: Co czuję w związku z tym? (np. „Czuję bezsilność i smutek”)
  3. Potrzeby: Czego potrzebuję? (np. „Potrzebuję współpracy/ Potrzebuję 30 minut ciszy by dokończyć moje zadanie”)
  4. Prośba: O co mogę poprosić? (np. „Czy możesz odłożyć książkę na półkę, kiedy się zdenerwujesz?”)

 

Wydaje się to być proste, jednakże nie jest to łatwe. Szczególnie, gdy jesteśmy zmęczeni, rozdrażnieni, przebodźcowani, a metoda wymaga naszej uważności. To właśnie wtedy najbardziej potrzebujemy tych narzędzi.

 

 

Czy dzieci naprawdę nas słyszą?

Często mówimy: „On mnie w ogóle nie słucha!”, „Do niej to nie dociera!”.

 

Ale z perspektywy rozwoju mózgu, dzieci często nie są w stanie nas usłyszeć, gdy są w silnych emocjach. Ich mózg jest pod wpływem kortyzolu (hormonem stresu), a kora przedczołowa, odpowiedzialna za analizę i logikę, chwilowo się wyłącza.

Im młodsze dziecko, tym bardziej „komunikuje się” przez zachowanie, bo jeszcze nie zna słów na swoje emocje i uczucia.

W wieku ok. 10 lat dziecko zaczyna już rozumieć związki przyczynowo- skutkowe, ale nadal emocje często „zalewają” układ poznawczy. W wieku ok. 13 lat pojawia się zjawisko neurobiologicznego resetu (ang. synaptic pruning), który służy „porządkowaniu” mózgu i przygotowaniu do dorosłości.

 

 

Dlatego potrzebujemy komunikacji, która dociera nie tylko do uszu, ale i do serca.

A jeśli rozmowa nie wystarcza?

 

Są takie chwile gdy dziecko nie potrafi współpracować, nie dlatego, że „jest niegrzeczne”, ale dlatego, że nie ma jeszcze jakiejś umiejętności. W takich sytuacjach z pomocą przychodzi metoda Kids’Skills fińskiego psychiatry Bena Furmana.

 

To narzędzie do pracy z dziećmi, które:

  • pomaga zamieniać „problem” w umiejętność,
  • opiera się na współpracy, zabawie, celebrowaniu postępów,
  • wzmacnia sprawczość i wiarę dziecka w siebie.

 

 

Przykład: zamiast mówić „Moje dziecko nie potrafi się uspokoić”, pytamy: „Czego może się nauczyć?”. Np.: „Złapać trzy oddechy, zanim coś powiem”. Ale o tej metodzie opowiem następnym razem. Wróćmy zatem do porozumienia bez przemocy.

 

Przykład z życia: rozmowa z żyrafą

Pewnego dnia Twoje dziecko jest bardzo zdenerwowane. Widzisz, jak reaguje zdenerwowaniem na wszystkie propozycje zabawy, aż w pewnym momencie wybucha krzykiem.

 

Co możesz zrobić?

  • Zamiast: „Znowu się drzesz, weź się ogarnij!” Powiedz: „Widzę, że jesteś bardzo zdenerwowany. Chcesz mi opowiedzieć, co się stało, czy chcesz najpierw chwilę pobyć sam?”

 

Zmiana języka zmienia relację. A w dłuższej perspektywie, zmienia także świat dziecka.

 

 

Od czego zacząć zacząć?

Oto trzy zdania, które możesz wprowadzić już dziś:

  1. „Widzę, że coś przeżywasz.”
  2. „Co teraz czujesz?”
  3. „Czego teraz potrzebujesz?”

 

Nie chodzi o to, żeby było idealnie. Chodzi o to, żeby być w kontakcie.

I żeby dzieci mogły powiedzieć: „Mama mnie słyszy. Tata mnie widzi. Jestem ważny/ważna.”

 

 

Bycie w kontakcie to również danie przestrzeni, tak sobie, jak i dziecku, na to, by zauważyć i nazwać swoje potrzeby, by być słyszanym i widzianym. Nasze dzieci uczą się nie tego, co im mówimy, ale przede wszystkim tego, jak my mówimy, jak my przeżywamy, jak my prosimy i jak my słuchamy.

 

Jeśli jako rodzice zaczniemy mówić o swoich emocjach i potrzebach: „Teraz jestem zmęczona, potrzebuję chwili ciszy”, „Złości mnie ta sytuacja, bo bardzo mi zależy”, dzieci przejmą ten język naturalnie. One nie uczą się słów, uczą się obecności.

 

 

Warto też skorzystać z koła emocji, nawet najprostszego. Można je powiesić na lodówce i używać każdego dnia. Powiedz dziecku: „Gdy jestem zły, moje ciało się napina, czerwienieje mi twarz i to dla mnie znak, że potrzebuję oddechu”.

 

Albo: „Nie wiem, co czuję, ale czuję ścisk w brzuchu i napięcie w klatce, może to irytacja?”

Tak uczymy dzieci rozumienia siebie. A to pierwszy krok do empatii wobec innych.

Chcesz wiedzieć więcej?

 

Polecam:

  • M. Rosenberg, Porozumienie bez przemocy. O języku serca, Media Rodzina
  • B. Furman, Kids’Skills – Naucz swoje dziecko potrzebnych umiejętności
  • D. Siegel & T. Payne Bryson, Mózg na TAK

Artykuły naukowe i źródła:

  • Neuroscience of communication and empathy in parent–child relationships (APA)
  • Development of the social brain in adolescence (Blakemore & Mills, 2014)
  • Nonviolent Communication as a tool in family therapy (Journal of Family Therapy, 2020

 

Autor: Magda Mazloum, psycholożka i psychotraumatolożka

 

Projekt „Rodzina w Berlinie” sfinansowany przez Ambasadę RP w Berlinie ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych

Zarejestruj już teraz bezpłatne miejsce na szkoleniu